Rzecz działa się dzisiaj po południu w Katowicach (ul. A. Mickiewicza).
Wracam sobie z pracy słuchając radia w samochodzie. Nagle słyszę jakieś „zakłócenia z zewnątrz” w postaci głośnych reklam. Patrzę w lusterko i uświadamiam sobie, że jedzie za mną jeżdżący megafon. Pomyślałem (dosłownie
) Co to znowu za pieprzony marketing za mną jedzie?
„Jeżdżący marketing” stanął na skrzyżowaniu równolegle do mnie, więc strzeliłem mu foto (czy przepisy ruchu drogowego zakazują robienia zdjęć w czasie postoju na czerwonym światle? tak tylko pytam
) Zdjęcie oczywiście w celach dokumentacyjnych, żeby nie było, że zmyślam.

Po krótkim zastanowieniu pomyślałem sobie, jak może się komuś opłacać wynajmować auto + kierowcę + kupić benzynę. Nie mówiąc już o jakichkolwiek zyskach. Co najmniej dziwna sprawa, bo jak wiadomo i tak nikt nie słucha reklam. Z boku miał napisane „Samochód zastępczy dla Klientów”. Jeżeli to auto do prywatnego wynajęcia, to współczuję wynajmującemu.
Dalsze refleksje, czyli ciężki żywot współczesnego obywatela…
Zewsząd otaczają nas reklamy w różnej formie. Może nawet sobie czasem nie zdajemy z tego sprawy. Panie i panowie od reklamy wciskają nam coraz to nowy szajs. Radio i TV — wiadomo — reklamy 2x głośniejsze od reszty. Gdzie nie spojrzeć — wszędzie billboardy. Pod drzwiami — ulotki. O reklamach w internecie już nie wspominam. Każdy wie jak jest (całe szczęście, że można z tym walczyć).
Najgorsze jest to, że za to wszystko płacimy my — konsumenci w cenach reklamowanych produktów.
Podobne wpisy:
